Nazywam się Mateusz Araszkiewicz, jestem absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego na kierunkach „Fizjoterapia” oraz „Trener przygotowania motorycznego z dietetyką sportową”, choć moja przygoda ze studiami miała potoczyć się nieco inaczej…
Rodzice postanowili oddelegować mnie na Politechnikę Śląską. Dokładnie tak, dla chłopaka który przez: 7 lat był w sekcji pływackiej, 10 lat grał w piłkę nożną jako junior Zagłębia Sosnowiec, 4 lata (wówczas) trenował na siłowni – zajęcia z fizyki kwantowej miały nieść ukojenie dla duszy duszy i dobrobyt na przyszłość. Po niespełna roku czasu, stężenie witalności w moim ciele równało się mniej więcej ilości przyswojonych informacji na akademickich zajęciach, gdzie wraz z każdym kolejnym dniem uchodziło ze mnie życiowe powietrze, a jedynym ich boosterem była praca nad swoim ciałem po godzinach zajęć…
Odwieczna upartość w trakcie długich i burzliwych domowych negocjacji pozwoliły mi raz na zawsze zamknąć za sobą drzwi uczelni technicznej i pójść tam, gdzie oczy mojej wyobraźni widziały siebie od najmłodszych lat, a więc na Akademię Wychowania Fizycznego.
Po 3-ech bardzo intensywnych latach spędzonych na wymarzonym kierunku fizjoterapii, moimi nowymi umiejętnościami były: analiza chodu osób idących przede mną wraz z hipotetycznym rozważaniem wad postawy do jakich owy chód może prowadzić, ocena postawy oraz nawyków ruchowych u wszystkich osób, których napotkał mój wzrok oraz odporność na sugestie odnośnie ćwiczeń, które wykonywałem, a których każdy „normalnie” ćwiczący bywalec siłowni nie znał. A tak bardziej poważnie – po 3-ech latach licencjatu i pierwszym odebranym dyplomie uczelni wyższej, moje spojrzenie na szeroko pojęty organizm człowieka zmieniło się o 180 stopni.
O ile kiedyś wyznacznikiem zdrowego i wysportowanego ciała był aspekt wizualny sylwetki, tak po tym okresie lwią część mojej uwagi zaczął przyciągać ruch oraz wszystko co z nim związane. I tak w międzyczasie narodził się Mateusz – dwubojowy freak… Zakochany po uszy w dwuboju olimpijskim oraz korzyściach wynikających z treningu ukierunkowanego właśnie pod tę dyscyplinę (mobilność, stabilność, siła, moc, koordynacja), najbliższe lata spędziłem na szlifowaniu wszystkich aspektów niezbędnych do optymalizacji osiąganych wyników, stawiając za cel start na zawodach rangi ogólnopolskiej do końca akademickiej przygody! Wraz z nową pasją, kontynuowałem swoją podróż po tytuł magistra na kierunku, który rozpalał pragnienie nowej wiedzy z dnia na dzień coraz bardziej.
Z uwagi na nieco większą dyspozycyjność czasową, spowodowaną mniejszą ilością zajęć akademickich na studiach drugiego stopnia, mogłem podjąć – zarówno drugi kierunek studiów (trener przygotowania motorycznego z dietetyką sportową), nieco bardziej związany z przyszłościowymi planami, ale również – pierwszą pracę, w której spełniam się do dziś – pracę trenera osobistego. Kolejne dwa lata zleciały w mgnieniu oka, głównie za sprawą chronicznego braku czasu spowodowanego poświęceniem się w pełni dwóm kierunkom studiów, codziennym treningom oraz nieustannemu zdobywaniu doświadczenia w pracy trenera. Efekt? Podwójny magister, który chwilę przed zdobyciem drugiego tytułu wystartował na Akademickich Mistrzostwach Polski w podnoszeniu ciężarów i stanął na najwyższym stopniu podium! Cel osiągnięty – Akademickie Mistrzostwo Polski na ostatnim roku studiów! I tym pięknym akcentem zakończyła się moja przygoda z Akademią Wychowania Fizycznego (przynajmniej na razie 😉).
Wiedza zdobyta na kierunku fizjoterapii z zakresu anatomii człowieka, biomechaniki układu ruchu czy też wad postawy, daje mi aktualnie możliwość przeprowadzania kompleksowej diagnostyki oraz dobrania ćwiczeń ściśle dostosowanych do danego klienta . Z kolei drugi kierunek – zdecydowanie bardziej związany ze sportem, pozwolił zrozumieć zależności pomiędzy najważniejszymi parametrami treningowymi, takimi jak: częstotliwość jednostek, ich objętość oraz intensywność, umożliwiając ich racjonalnie planowanie, dostosowując każdy z nich do celów i preferencji osoby ćwiczącej.
Kończąc edukację na uczelni wyższej mam świadomość, że zaplecze teoretyczne jest kolosalnie ważne, gdyż pozwala zrozumieć mechanizmy zachodzące w ciele człowieka. Mając jednocześnie możliwość bycia trenerem na przestrzeni ostatnich lat, grzechem byłoby nie wspomnieć o wartości dodanej, jaką wnosi doświadczenie w pracy z ludźmi – zarówno osobami trenującymi rekreacyjnie, jak i sportowcami.
Odnoszę jednak wrażenie, że te dwa niesamowicie ważne ogniwa nigdy nie będą w pełni wartościowe dopóki nie zostaną sprzężone z pewną bardzo ważną zdolnością… Zdolnością, jaką jest wyobraźnia. W mojej skromnej opinii, to właśnie ona determinuje, czy dany trener/fizjoterapeuta jest w stanie wykorzystać swoje umiejętności zarówno teoretyczne jak i praktyczne w pełnej ich odsłonie względem każdej osoby, z która ma przyjemność współpracować.
Zatem jeśli:
– chcesz biegać szybciej, skakać wyżej, podnosić więcej, w skrócie – być lepszym zawodnikiem
– borykasz się z bólem w trakcie treningów i nie wiesz co jest jego przyczyną
– głowisz się nad stworzeniem planu treningowego dla siebie lub obecny nie przynosi efektów
– nie wiesz, gdzie leży przyczyna braku progresu w szeroko pojętym procesie treningowym
– chcesz poczuć się dobrze w swoim ciele poprzez poprawę postawy, nawyków ruchowych czy składu swojego ciała…
ORAZ!
– jesteś osobą zmotywowaną i świadomą faktu, że ja, jako trener – wskaże Ci drogę, jednak to, w którym kierunku pójdziesz – zależy tylko od Ciebie, to…
ZAPRASZAM SERDECZNIE 😉
Teoria bez praktyki jest martwa a praktyka bez teorii – głupia, Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona